oscary 2021 yuh jung youn kim jest aktorka sylwetka

W wieku 73 lat została pierwszą Koreanką z nominacją do Oscara. Świat zakochał się w subtelnej kreacji, którą stworzyła w filmie "Minari". Amerykańscy recenzenci nazywają ją "koreańską Meryl Streep" – w swoim kraju Yuh-jung Youn znana jest jednak od pięciu dekad.

"Minari" walczy o sześć Oscarów, w tym za najlepszą kreację drugoplanową Yuh-jung Youn

- Nie sądziłam, że film wzbudzi takie zainteresowanie widzów i krytyków. To, co się dzieje, wydaje mi się takie nierealne – mówi aktorka

- Czuję się tak, jakbym brała udział w igrzyskach olimpijskich. A nie jestem tak ambitna

Sławę zyskała dzięki roli służki, która uwodzi pana domu

Nie zawsze jej kariera układała się idealnie. - Zdarzało się, że do producentów dzwonili widzowie i mówili: Ona jest rozwódką. Nie powinna występować w telewizji – wspomina

93. gala rozdania Oscarów odbędzie się 25 kwietnia

Po premierowym pokazie "Minari" na festiwalu Sundance w Park City ludzie płakali. - Nie sądziłam, że nasz film wzbudzi takie zainteresowanie widzów i krytyków. To, co się dzieje, wydaje mi się nierealne – mówi Yuh-jung Youn w rozmowie dla "Variety". Niskobudżetowa produkcja – zrealizowana w USA za 2 mln dol (na tamtejsze warunki to niemal mikrobudżet) – poszła szlakiem przetartym przez "Parasite" i od kilku miesięcy nie znika z "nagrodowego radaru". Wszędzie, gdzie się pojawia, obsypana zostaje najprzeróżniejszymi wyróżnieniami – do kwietnia 2021 r. to już ponad 100 statuetek i 200 nominacji, w tym te najważniejsze: aż sześć do Oscara.

"Minari": jak ciepły koc

- Czuję się tak, jakbym brała udział w igrzyskach olimpijskich. A nie jestem tak ambitna – Yuh-jung Youn komentuje w "Variety". - Jako 73-letnia Azjatka nigdy nawet nie marzyłam o nominacji do Oscara. "Minari" hojnie mnie obdarowało – dodaje w "New York Timesie". W przeciwieństwie do swojego krajana Joon-ho Bonga, wywiadów udziela przez Zooma i inne wirtualne komunikatory. Ze względu na pandemię, ale to też wygodniejsze, mniej wyczerpujące niż wyścig po amerykańskich miastach – jak przedoscarową gorączkę związaną z "Parasite" oceniał Bong.

"Minari" walczy o sześć Oscarów, w tym za najlepszą kreację drugoplanową Yuh-jung Youn

- Nie sądziłam, że film wzbudzi takie zainteresowanie widzów i krytyków. To, co się dzieje, wydaje mi się takie nierealne – mówi aktorka

- Czuję się tak, jakbym brała udział w igrzyskach olimpijskich. A nie jestem tak ambitna

Sławę zyskała dzięki roli służki, która uwodzi pana domu

Nie zawsze jej kariera układała się idealnie. - Zdarzało się, że do producentów dzwonili widzowie i mówili: Ona jest rozwódką. Nie powinna występować w telewizji – wspomina

93. gala rozdania Oscarów odbędzie się 25 kwietnia

Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Po premierowym pokazie "Minari" na festiwalu Sundance w Park City ludzie płakali. - Nie sądziłam, że nasz film wzbudzi takie zainteresowanie widzów i krytyków. To, co się dzieje, wydaje mi się nierealne – mówi Yuh-jung Youn w rozmowie dla "Variety". Niskobudżetowa produkcja – zrealizowana w USA za 2 mln dol (na tamtejsze warunki to niemal mikrobudżet) – poszła szlakiem przetartym przez "Parasite" i od kilku miesięcy nie znika z "nagrodowego radaru". Wszędzie, gdzie się pojawia, obsypana zostaje najprzeróżniejszymi wyróżnieniami – do kwietnia 2021 r. to już ponad 100 statuetek i 200 nominacji, w tym te najważniejsze: aż sześć do Oscara.

"Minari": jak ciepły koc [RECENZJA]

- Czuję się tak, jakbym brała udział w igrzyskach olimpijskich. A nie jestem tak ambitna – Yuh-jung Youn komentuje w "Variety". - Jako 73-letnia Azjatka nigdy nawet nie marzyłam o nominacji do Oscara. "Minari" hojnie mnie obdarowało – dodaje w "New York Timesie". W przeciwieństwie do swojego krajana Joon-ho Bonga, wywiadów udziela przez Zooma i inne wirtualne komunikatory. Ze względu na pandemię, ale to też wygodniejsze, mniej wyczerpujące niż wyścig po amerykańskich miastach – jak przedoscarową gorączkę związaną z "Parasite" oceniał Bong.

Kariera przez przypadek

Świat zakochał się w Youn teraz, ale jej kariera trwa już pięć dekad. Pełna była różnego rodzaju zwrotów, wzlotów i walki. Nie marzyła o niej. - To zawstydzające – opowiada w wywiadzie dla "New York Timesa". - Większość ludzi zaczyna grać, bo zakochuje się w kinie lub scenie. U mnie zadecydował przypadek.

We wczesnych latach 60., jako nastolatka (urodziła się 19 czerwca 1947 r.), występowała w programie dla dzieci. Jej główne zadanie polegało na wręczaniu nagród. Płacili dobrze, a reżyser Sang-hyun Choi zachęcał ją do tego, żeby zaczęła brać udział w castingach. Kiedy na studiach zabrakło jej punktów na egzaminie, postanowiła pójść za radą filmowca. - Jeżeli mam być szczera, nie do końca wiedziałam, na czym polega aktorstwo – opowiada w wywiadach. - Starałam się zapamiętać kwestie i robić to, co mi kazano. Nie wiedziałam wtedy, czy to mi się podoba, czy nie za bardzo.

Oscary 2021: Najlepszy film. Przeczytaj recenzje nominowanych produkcji

- Nie byłam klasyczną koreańską pięknością – stwierdza w "Vulture". Nie spodziewała się, że swoją uwagę może zwrócić na nią "ojciec koreańskiego kina psycho-erotycznego" Ki-young Kim. Powierzył jej rolę służki – femme fatale, która uwodzi pana domu w filmie "Woman of Fire" (1971). Kreacja przyniosła jej uznanie w Korei Południowej i nagrodę aktorską na festiwalu w Stiges w Hiszpanii. Wśród wielu innych wyróżnień.

Z Korei do USA

Szybko pojawiły się kolejne propozycje, w tym od samego Kima. Zdaniem znawców kina tego regionu świata wniosła na ekran powiew świeżości. - Kiedy zaczynałam, wielu aktorów przerysowywało swoje role. Nie podobało mi się to – mówi w rozmowie, którą dla koreańskiego magazynu "Cine21" przeprowadził z nią nie kto inny jak sam Joon-ho Bong. Nikt nie uczył jej warsztatu, nie zapisała się do żadnej szkoły aktorskiej. - Starałam się po prostu robić wszystko naturalnie i spontanicznie. Może dlatego przez lata kariery rzadko światła jupiterów były na mnie kierowane – zastanawia się.

Pasożyt w Hollywood

Kilka lat po debiucie mogła przebierać w propozycjach, ale zamiast tego zdecydowała się na wyjazd do USA – razem z mężem, piosenkarzem i malarzem Young-namem Jo, który dostał wizę studencką. Była połowa lat 70. Zamieszkali na Florydzie. Mieli wrócić po kilku miesiącach. Pobyt jednak się przedłużył – do dekady. Postarali się o zieloną kartę. Tam też na świat przyszli ich synowie. Youn nie mogła wówczas wiedzieć, że doświadczenia tego czasu będzie mogła wykorzystać cztery dekady później, na planie "Minari", opowieści o imigrantach z Korei Południowej, którzy w latach 80. osiedlają się na amerykańskiej prowincji i starają się zrealizować swój American Dream.

Babcia Soonja

- W latach 70. i 80. Ameryka dla Azjatów była ziemią obiecaną, ulubionym kierunkiem emigracji. Na miejscu nigdy nie było łatwo – przybliża aktorka. Największą barierę stanowił język. W "Minari" – jej bohaterka Soonja nie zna go poza kilkoma słowami, które i tak zdarza się jej mylić. Przyjeżdża do Stanów do córki (Ye-ri Han), zięcia (znany z "The Walking Dead" Steven Yeun) i wnuków (Alan S. Kim, Noel Kate Cho). Najmłodszego dziecka, Davida, nigdy wcześniej nie spotkała. Chłopiec jej nie ufa. Potwornie irytuje go fakt, że babcia ma spać w jego pokoju, ogląda wrestling, gra w karty, przeżuwa kasztany i uparcie chodzi nad strumień nieopodal domu, aby rozsiewać tam ziarna tytułowego minari.

Lee Isaac Chung: z Korei do Arkansas, z Rwandy do Hollywood

Yuh-jung Youn niemal natychmiast zachwyciła się pomysłem. Niedługo po 60. urodzinach złożyła sobie obietnicę: - Postanowiłam być ekstrawagancka i pracować tylko z ludźmi, których lubię, niezależnie od sławy i pieniędzy. Pomyślałam sobie, że dobrze byłoby, gdybym umarła po życiu wypełnionym czymś, co naprawdę kocham.

Reżysera Lee Isaaca Chunga, amerykańskiego Koreańczyka, przedstawił jej producent In-Ah Lee na festiwalu w Busan. "Minari" to w sporej mierze autobiograficzna opowieść Chunga.

Delikatna i prawdziwa opowieść

Po rozmowie aktorka nie wahała się, żeby polecieć na pięć tygodni zdjęć do USA. Chung wywarł na niej bardzo pozytywne wrażenie. - Zakochałam się w nim, ponieważ jest takim cichym mężczyzną. Chciałabym, żeby był moim synem – wyznaje w "New York Timesie". - Może zagrałam też w tym filmie dla moich synów, ponieważ znam ich uczucia – kończy myśl.

Bliscy nominowanej do Oscara koreańskiej aktorki boją się, że w Stanach ktoś ją skrzywdzi

Chung dał Youn pełną swobodę twórczą – niczego nie narzucał, nie chciał, żeby imitowała jego babkę. Pragnął, żeby stworzyła własną postać. - Yuh-jung Youn zawsze czymś zaskakuje. Czułem, że jej osobiste doświadczenia i podejście do życia były bardzo bliskie temu, co zawarłem w scenariuszu – wyjaśnia reżyser w tej samej gazecie. Przeczuwał, słusznie zresztą, że osobowość i energia Youn, sprawią, że widz szybko się w tym świecie odnajdzie.

Krytycy nie szczędzą